2019.06.23 i 27 Rogalinek – w poszukiwaniu Wilgi.
W czerwcu 2019 roku postanowiłem wybrać się do Rogalinka w celu zrobienia jakichkolwiek lepszych fotek wildze. Miałem tylko jeden dokument sprzed lat więc postanowiłem poszwendać się w znanej mi miejscówce (na łęgach pomiędzy rogalińskimi dębami) gdzie słyszałem wilgi nie raz.
Na miejscu byłem około 17-ej. Po porannej zmianie ciężko się przebić w to miejsce bo korki na mieście straszne. Na miejscówkę wybrałem niewielki obszar koło starorzecza Warty z kilkoma rogalińskimi dębami.
'Ustaliłem’ sobie trasę i zacząłem chodzić w kółko na tym obszarze. Ptaki słychać non stop ale nie widać ich w gęstych dębach. Trzeba czekać aż coś siądzie bardziej na widoku. Chodzę od drzewa do drzewa nasłuchuję i szukam. Niestety upał jest potworny i bardzo ostre światło więc warunki do fotografii słabe. Co poradzić.
Wilgi regularnie przelatują między drzewami więc staram się coś złapać w locie. Wpadają pierwsze kadry z daleka. Oczywiście patrzę też za innymi ptakami. Fotografuję śmieszki kręcące się po okolicy oraz sporo czasu poświęcam żerującym na łące bocianom.
Od czasu do czasu udaje mi się namierzyć wilgi na drzewie i robię kilka sensownych kadrów. Na niższych wyschniętych gałęziach jednego dębu przysiada dzierzba gąsiorek – udaje mi się strzelić kilka zdjęć.
Po godzinie łażenia „w kółko” pośród kilku dębów postanowiłem usiąść na karimacie (ta ZAWSZE na plecaku na plecach) i trochę odpocząć. Byłem po rannej zmianie w pracy więc na nogach ponad 12 godzin. Chciałem też zjeść batona i wypić energetyka.
Mam zwyczaj siadać gdzieś na boku pod drzewem tak aby mieć zasięg wzroku na sporą przestrzeń a jednocześnie nie rzucać się w oczy. Oczywiście wtedy OBOWIĄZKOWO przykrywam się siatką do maskowania osobistego. Doświadczenie nauczyło mnie że przyroda jest nieprzewidywalna – nigdy nie wiesz 'co za zwirz’ postanowi wyjść z krzaków zaraz koło Ciebie. Po kilku minutach siedzenia usłyszałem delikatny szelest trawy jakieś 15 metrów ode mnie…. i po chwili z zarośli wyszedł lisek / 🙂 /. Zwierzę kierowało się w moja stronę (musiał być od niego wiatr) ale w poprzek polanki na której siedziałem. Po kilku sekundach usłyszało moją terkoczącą jak karabin maszynowy migawkę więc przystanęło. Popatrzyło na dziwne zielone coś siedzące pod drzewem, siknęło (znacząc teren) i ruszyło dalej. Po jakichś dwóch sekundach poczuło moją woń (był już z 7 metrów ode mnie) i dwoma długimi susami wskoczyło w krzaki.
Przez 22 sekundy spotkania zrobiłem mu ponad 80 zdjęć. Wiedziałem że kiedy przystanął zrobiłem porządne zdjęcia. Dzień już miałem fotograficznie zaliczony na 5+! Pomimo, jak się później okazało braku dobrej fotki wilgi.
Po przerwie zacząłem ponownie chodzić po miejscówce. Wpadają jakieś kadry wilgi w przelocie ale słabiutkie. Na jednym ze zwalonych drzew zaczyna urzędować samiec dzięcioła dużego. Poświęcam mu sporo czasu i miejsca na karcie. Później niedaleko na gałęziach siada młody śpiewak. Zaczynam go fotografować ale ptak szybko odlatuje dalej.
Dochodzi godzina 19-ta i muszę się zbierać. Planuje wrócić tu w najbliższych dniach.
Dwa dni później znów jestem na miejscu. Plan taki sam jak poprzednio. Znowu łażę po tym samym obszarze tylko upał jest jeszcze większy. Masakra. Zero chmur.
Na początku spod drzewa obserwuje niewielkiego drapola kręcącego się nad łąkami. To pustułka która niestety nie podleciała na odległość pozwalającą na sensowne zdjęcia.
Cały czas nasłuchuje i rozglądam się za wilgami. W pewnym momencie zauważam siedzącą na ziemi Rusałkę osetnik i postanawiam zrobić jej kilka zdjęć pomimo słabego oświetlenia.
Gdzieś w przelocie udaje mi się złapać samice wilgi ale strasznie daleko.
Zauważam, że na resztkach starego drzewa zwalonego do starorzecza regularnie kręci się pliszka siwa. Postanawiam ją trochę pomęczyć. Skoro wilgi i tak nie współpracują… Przez następne 20 minut kręcę się przy starorzeczu i fotografuję pliszkę. Robię jej kilkaset zdjęć w kilku miejscach pomimo ostrego światełka. Ptak jest chętny do współpracy i nie ucieka. Okazuje się że jest ich tu cała rodzina – chyba 4 sztuki.
Powoli trzeba się zwijać do auta. Idę w kierunku lasu i drogi przy której stoi auto. Nagle słyszę dzięcioły – odwracam się i w tym momencie mijają mnie dwa dzięcioły czarne. Aparat do oka ale za późno – zrobiłem im tylko słabe zdjęcie od tyłu kiedy znikają za krzakami.
Przy samym lesie słyszę że coś kręci się po trzcinach. Przystaję, kucam i czekam. Po kilku minutach z trzcin wychodzi lis. Może ten sam który odwiedził mnie dwa dni wcześniej na polanie w czasie śniadania? Robię mu kilka fotek – przystanął na kilka sekund zdziwiony kto na niego patrzy. Ale już jest szaro (po 20-tej), czasy długie i ciężko o ostrość. Po chwili lis znika w lesie a ja dochodzę do auta – czas wracać do domu.
Niestety tego dnia wilgi kompletnie nie współpracowały 🙁 . Kiedyś muszę koniecznie wrócić do tematu bo to ciekawe ptaki.
W sumie z dwóch popołudniówek przywiozłem 912 zdjęć z czego około 60-ciu zostało na dysku.