2025 07 18-23 Wyspa Sobieszewska
Jak zwykle będąc na Wyspie Sobieszewskiej miałem plan wstać naprawdę wcześnie i o świcie zameldować się nad Wisłą. Rzadko bywam w tym miejscu więc staram się wykorzystać optymalnie wolny czas na zdjęcia. Tutaj nigdy nie wiadomo co może się trafić z ptaków – zawsze mogę spotkać coś nowego.
Tym razem było w nocy tak potwornie gorąco że za cholerę nie mogłem usnąć. Budzik ustawiony na 4.30 a ja o 3.05 sprawdzam jeszcze godzinę. Bez sensu myślę i przestawiam budzik na 7-mą. Nienawidzę łazić w terenie kiedy jestem mega zmęczony (niewyspany) i ledwie powłóczę nogami. To ma być przyjemność a nie katorga.
Po budziku szybkie kanapki i o 7.35 jestem w Świbnie nad Wisłą. Słońce już równo grzeje i jest ciepło – a miło być pochmurno i 20 stopni.
Pusto. Lipiec to za wcześnie na przeloty ale co zrobić kiedy można być tu tylko raz w roku. Widzę jakieś kormorany, pojedyncze mewy i gęgawy kręcące się nad rzeką. Straszna nędza z wodą – jakieś pół metra mniej niż zwykle o tej porze. Susza.
Idę jak zwykle powolutku wzdłuż brzegu rzeki w kierunku rezerwatu Mewia Łacha.
Fotografuję jakieś siedzące na trzcinkach ważki – też wdzięczny temat do fotografii. Lata tu ich sporo gatunków. Zielone, niebieskie…
Na przybrzeżnym chwaście kręci się cierniówka. Poświęcam jej trochę kadrów ale mocne światło z boku nie ułatwia sprawy. Aparat nie chce prawidłowo wyostrzyć a i cienie są bardzo ostre.
Szybko zauważam że masa jaszczurek korzysta z gorąca i wygrzewa się na ziemi. Zwalniam więc, więcej czasu poświęcam ziemi i leżącym na niej konarom czy stertom patyków. Stopniowo wpadają pierwsze sesje ze 'smokami’.
Ptaków jak na lekarstwo. W gąszczu drzew kręcą się muchołówki szare i cierniówki. Wpadają jakieś kadry ale z daleka – typowo dokumentacyjne.
Na leżącej gałęzi zauważam jakiegoś sporego owada. Okazuje się że to szczerklina piaskowa. Robię temu drapieżnemu owadowi kilka zdjęć.
Jako że rano nie piłem kawy siadam na brzegu Wisły i powoli piję energetyka delektując się miejscem. Coś wspaniałego – taki kawał rzeki. Gdyby czas zwolnił siedziałbym tu z przyjemnością jeszcze z 5 godzin. Próbuje focić przelatujące mewy i kormorany.
Zauważam jakiegoś małego drapola i robię mu kilka ujęć od tyłu. Może coś ciekawego. Niestety nie udało się go później ze zdjęć zidentyfikować /:(/ – za mało szczegółów.
W wodzie widzę norkę amerykańską – mieszka tu i spotykam ją zawsze prawie w tym samym miejscu. Wylazła z wody w trzciny. Klękam gotowy aparatem z nadzieją że może zatrzyma się przechodząc przez ścieżkę. Gdzie tam – przeskoczyła jak rakieta nawet nie zdążyłem aparatu do oka przyłożyć. Standard.
W trzcinach bliżej rezerwatu nadziera się jakieś ptaszysko w trzcinach. Obstawiam zaroślówkę lub łozówkę. Po kilkunastu minutach robię jakiś słabe kadry wśród patyków – ptak za cholerę nie chce wyjść wyżej (później ptak zostaje zidentyfikowany przez ptasich fachowców na grupie FB jako młoda cierniówka).
Idę powoli dalej.
Po chwili znowu przez drogę przemyka norka. Tym razem nawet nie widziałem że była w wodzie. Coś nie widać bobrów – a też tu mieszkają i regularnie je widuje.
Pogoda się zmienia. Nadchodzą chmury i zaczyna od czasu do czasu siąpić deszcz. Lepiej, bo nie jest gorąco. Mam nadzieję że się nie rozpada i nie trzeba będzie chować aparatu. Nad woda kręcą się mewy i kaczki krzyżówki.
Z siewek widuje tylko sporadycznie piskliwce. Wyrywają się daleko na brzegu i przelatują dalej. Ale nic innego – jak pisałem nie ten czas. Nawet krwawodziobów nie ma. Ale półtora tygodnia wcześniej był sztorm i zarejestrowano dokładnie tu burzyka. Ja chciałbym sfocić cokolwiek sensownie z ptaków o jakiejś nowości już nawet nie marzę.
Pstrykam jakieś kadry ptakowi który od czasu do czasu wylatuje z trzcin i krzewów i siada na kamiennej ścieżce. To kolejna cierniówka. Zawsze można je tu spotkać.
Dziś mam plan aby dojść tylko do siatki oddzielającej rezerwat. Dochodzę tam i nie idę do wierzy obserwacyjnej. Nie chce mi się – tyle raz już tam byłem. Siadam na betonowym brzegu wyjmuje wodę do picia i batonika (okazało się że nie wziąłem pozostałych dwóch batoników i mam tylko jednego – musi wystarczyć).
Siedzę i focę co tylko przelatuje gdzieś blisko. W pewnym momencie blisko leci jakiś ptak – chyba szlachar. Pada mi bateria w najważniejszym momencie serii. Standard – zły jak cholera zakładam nową.
Za siatką, na terenie rezerwatu na betonowym brzegu siadają biegusy zmienne i piskliwce. Daleko ale robię kilka pstryków bo wiem, że tu pośród nich może być coś innego.
Przechodzący turyści wciąż patrzą przez lornetki w kierunku lokalnej atrakcji czyli wyspy z fokami. Zresztą łodzie zawożące tam ludzi kręcą się non stop po Wiśle. Biznes is biznes.
W pewnym momencie na łasze w rezerwacie którą widzę z mojej miejscówki zauważam jakiegoś sporego ptaka. Aparat do oka, namierzenie i… niemożliwe! To ostrygojad!!! Walę seriami bo pierwszy raz widzę tego ptaka. Jest! ‘Dokumenty’ ale lista gatunków znów urośnie. Humor mi dopisuje BO TO JUŻ JEST bardzo udany wypad. Nowy gatunek ptaka na liście (okazał się moim numerem 159)!
Siedzę jeszcze z 15 minut ale pogoda zaczyna się psuć. Widzę z daleka że w okolicach przeprawy w Świbnie leje już zdrowo deszcz. Nic nie poradzę – muszę tam wrócić. Zbieram się powoli w drogę powrotną. Siąpi deszcz. Coś w tym roku foki w rzece nie dopisały. Zawsze je tu spotykam.
Na betonowym brzegu kręci się trznadel. Posyłam mu krótką serię z daleka.
Po 15 minutach muszę schować aparat bo zaczyna mocno kropić. Przyspieszam kroku w kierunku Świbna – i tak już nie pofocę.
Nagle widzę 'zawirowanie’ wody kilkanaście merów od brzegu. Ryba albo… po kilkunastu sekundach wynurza się słodki pyszczek foki. 🙂 Uwielbiam je. Gapi się na mnie wyłupiastymi oczkami i…. plum nura w wodę. Czyli polują jak zawsze.
Po 30 minutach dochodzę do samochodu. Cały mokry ale co tam – mam nowy gatunek na liście sfotografowanych ptaków!
Na drugi dzień przed wyjazdem postanowiłem powłóczyć się z rana po lesie i pobawić szkłem 50mm 1.8. Plan – pofotografować trochę roślinek. Z tego szkła wychodzą super kadry. Zaczynam od jakiegoś porostu na pniaku. Potem trochę czasu poświęcam przeńcowi – to drobno kwitnąca roślina o kwiatach w kolorze żółtym. Sporo jej tutaj. Następnie kilka kadrów borówek, jakieś młodziutkie paprocie i coś co przypomina jakiś mech. W domu będę identyfikował.
Super wygląda stary pień pokryty w całości Belistką siwą jak lasem.
Trochę kadrów poświęcam ciekawemu grzybowi – korzeniówce pospolitej. Sesje fotograficzną kończę na kwitnącym kruszczyku rdzawoczerwonym. Ładnie się komponuje z zielenią.
Trzeba się zwijać. Przez te dwa dni zrobiłem 1070 zdjęć. Jeszcze kawa u znajomych, siadamy w auto i czas wracać do domu. Za jakiś czas znów się tu pojawię.