NAPRAWA POIDEŁKA 25.06.2025

UWAGA: Całość tekstu napisałem w listopadzie 2025 roku – i jest to niejako podsumowanie przygody fotograficznej przy moim poidełku z 2025 roku. 

       Rok 2025 nie był dla mnie łaskawy jeżeli chodzi o fotografowanie przy moim poidełku. Susza i brak źródeł wody (choćby kałuż) spowodowały że gdzieś niedaleko mojego poidełka w lesie zamieszkały sobie dziki. Zawsze były w tej okolicy ponieważ niedaleko od poidełka jest niewielki zbiornik wody przy drodze (taka sadzawka 60×60 metrów). Jeszcze w 2017 ludzie łowili tam ryby (karasie czy liny). Obecnie (2025 rok) z powodu opadu poziomu wód gruntowych (susza!) jest to bagienko zarośnięte trzcinami w którym jest może max. 50 cm wody. Ale woda to woda – ja nabierałem z niego wody do poidełka a dziki mogły się tu napić i wytarzać w błocie. I dlatego kręciły się tu blisko jak było sucho.
      Wcześniejsze lata bywało różnie. Jak było mokro (2023 rok) to mogłem nalać wody do poidła i przez dwa tygodnie żaden dzik nie przyszedł. Brałem aparat, wiadro, przyjeżdżałem na miejsce, dolewałem wody, ogarniałem to co rozwaliły dzięcioły i można było focić.
        Ale rok 2025 to był dramat. Odpaliłem poidełko w kwietniu. Ale że była bardzo sucha wiosna to zwykle dzień czy dwa po zalaniu wszystko było zniszczone. Dziki z braku kałuż w okolicy przychodziły prawie co noc się napić i wszystko demolowały – jak to dziki.
Taka ich natura – nie mam im tego za złe ale nie miałem na tyle czasu żeby przyjechać rano, ogarnąć poidełko i tego samego dnia podjechać po południu na zdjęcia. W końcu musiałem być w pracy a po nocy już często wszystko było rozwalone.
To ze demolowały poidełko wizualnie czyli rozgrzebywały maty maskujące i patyki oraz kamienie to nic. Nauczyłem się ogarniać to w 10 minut do stanu pierwotnego.
Problem był w uszkadzaniu przez dziki folii która trzymała wodę. Przy takiej masie tych zwierząt, jak wlazł do poidełka to rapcią na 90% zrobił dziurę w foli i woda uciekała. A w poidle było 70 litrów wody. Ogarnięcie tego (demontaż, wymiana folii na nową) i napełnienie od nowa zajmowało mi ponad dwie godziny. Latanie po lesie kilkaset metrów z dwoma 10-cio litrowymi bańkami wody nabranej z przydrożnego zbiornika nie należy do moich największych przyjemności. Zwłaszcza w upale.
       Wytrzymałem około półtora miesiąca. Czas na fotki odpowiedni (maj-czerwiec) ale na 7 wyjazdów za każdym razem trzeba było wszystko na nowo ogarniać. Straszna strata czasu którego i tak nie mam za dużo. Prawie nie robiłem zdjęć.
Musiałem coś z tym zrobić.

Tak wyglądało poidełko na następny dzień po nocnej wizycie dzików.

       Poidło od dołu było żebrowane – zbudowane z ramki na poprzecznych deskach z odstępami do kilka centymetrów. Na tym była płyta ze sklejki ale ta rozleciała się już ze starości całkiem (zgniła). Pomyślałem sobie że trzeba by to czymś wyrównać. Najlepiej piaskiem. Wtedy powierzchnia będzie równa. Nie rozwiązywało to problemu uszkadzania foli naciskiem dziczych nóżek ale to był dobry krok.
Kolega zaproponował wyłożenie/zrobienie korytka z blachy. Owszem spoko i trwałe by to było ale nie chciałem żeby dziki czy sarny pijąc mogły się skaleczyć w nogi. Więc odpadało.
Musiałem środek poidełka czymś wyłożyć. Musiało to być na tyle mocne żeby utrzymać nacisk dziczej stópki 🙂 .
Pomyślałem o jakiejś gumowanej wykładzinie.
      Pewnego dnia w pracy (pracuje w Leroy Merlin) podszedłem do chłopaków na dział z dywanami i powiedziałem czego szukam. Od razu polecili mi gumową mate do wyklejania podłóg w warsztatach czy paki w samochodzie dostawczym. 4 mm gumy na płótnie. IDEALNE.
Wziąłem trzy metry bieżące (na zapas – poidło ma 130 cm długości) i zaplanowałem że za dwa dni (kiedy mam wolne) jadę na pół dnia walczyć z poidełkiem.
       Tego dnia spakowałem do auta wiaderko na piasek, szpadel, nową folię budowalną, gumową wykładzinę i około 14.30 byłem w lesie. Najpierw rozebranie wszystkiego do postaw i sprzątnięcie resztek starej podziurawionej folii do worka na śmieci. Staram się NIE ZOSTAWIAĆ po sobie czegokolwiek plastikowego w lesie bo to nie ładnie i nie służy naturze. Resztki zgniłej płyty ze sklejki zerwałem po czym z odległego o kilkadziesiąt metrów dołka w lesie (ktoś coś tam kopał) przyniosłem 4 wiadra piachu.
Wyrównałem więc powierzchnię oraz jednocześnie zmniejszyłem ilość wody w poidle wypłycając je o jakieś 2,5 cm.

Folia zdziurawiona przez dziczą nogę.
Sklejka na dnie która zgniła po kilku latach.
Po usunięciu resztek sklejki widać budowę dna.
Wysypany piach w celu wyrównania dna i spłycenia zbiornika.

       Dlaczego zmniejszyłem ilość wody?? Aby w razie awarii nie musieć nosić jej tak dużo. A na ewentualne całkowite wyschnięcie (do czego nie mogę dopuścić!) miałem już inny plan – o tym piszę niżej.
Na to nowa folia budowlana na dno (wciśnięta dobrze w rogi) i na to nowa wykładzina. Wiedziałem że jak dzik stanie nogą lub kopnie w boczną ściankę to i tak uszkodzi folię ale na razie musiało być. Następnie standardowo ogarnąłem boki folią maskującą (taką z kamyczkami). Kłody po bokach, patyki, szyszki i kamienie dla uatrakcyjnienia wyglądu.
Wyglądało prawie tak samo ale teraz była realna szansa że jak przyjdzie jeden dzik i tylko wlezie do środka się napić to folia zostanie cała. Czas pokaże czy pomysł w wykładziną zadziała.

Nowa folia budowlana na dno.
Gruba wykładzina zabezpieczająca folię uszczelniającą.
Poidełko ogarnięte wizualnie - czas zalewać.
Całość już gotowa na przyjęcie ptaków.

       Wody co prawda ubyło ale miałem nowy plan. Mianowicie staram się nie dopuszczać aby wody w ogóle nie było – bo wtedy ptaki odzwyczajają się od miejsca i rzadziej zalatują w tą okolicę. Ale ciągłe dolewanie wody do poidełka które albo jest zdemolowane przez dziki (i 'po wodzie’) albo woda z niego wyparuje po tygodniu w czasie upałów (dość duża powierzchnia) to problem. Zdecydowałem więc że wody w poidełku będzie mniej bo wtedy mniej będę musiał donosić jak mi dziki poidełko jednak zdemolują. A ptakowi nie robi różnicy czy kąpie się w 7 cm czy 11-tu cm wody – i tak to zrobi.
Jednocześnie powiesiłem niedaleko poidełka na drzewach dwa wiaderka 5l z wodą. Tam dziki nie sięgną 😀
Włożyłem do wiaderek odpowiednie patyki aby ptaki mogły zejść do tafli wody i się napić czy wykąpać. Jak mi dziki zdemolują poidełko to w wiaderkach ptaki i tak wodę będą miały co zakładam spowoduje regularne zaglądanie na miejscówkę. Wiadra wiszą w cieniu więc jest szansa że woda dość długo w nich postoi. Poza tym podskoczyć autem z jedną 10l bańka wody to nie problem w okresie kiedy nie będę chciał robić fotek przy poidle.

Wiaderko z wodą zapewniające ptakom stały dostęp do wody w tym miejscu.

ps. Do poidełka w 2025 roku przyjeżdżałem jeszcze kilka razy. Guma na dnie zdała częściowo egzamin. Kilka razy poidełko było zdemolowane przez dziki ale woda została i nie musiałem ogarniać nowej folii. Trochę fotek jeszcze tam w 2025 roku cyknąłem – w sumie ponad 1400. Wątki pojawią się kiedyś (lub już się pojawiły) w zakładce „Wypady fotoprzyrodnicze”.