Wyspa Sobieszewska 2019.08.14-18 – część pierwsza.
KRÓTKIE WPROWADZENIE
Dzięki naszym znajomym mieszkającym na Wyspie Sobieszewskiej mogę tam przebywać z moją Rodziną regularnie w każde wakacje. W 2019 roku nie było inaczej – Żona z dziećmi spędziła tam dwa tygodnie ja byłem przez tydzień. Plany na wyjeździe miałem takie aby kilka razy wyskoczyć na fotki.
W sumie w terenie byłem cztery razy. Będą z tego cztery oddzielne wpisy (chociaż na nie których za dużo się nie działo) bo połączenie którychkolwiek dało by wg mnie za długi opis.
Wpis pierwszy.
14.08.2019r.
Poranne wstawanie, toaleta, szybkie śniadanie i o 5.40 jestem nad Wisłą. Dość późno ale muszę się cokolwiek wysypiać bo nienawidzę zmęczony łazić po terenie. Niestety jest pełne zachmurzenie więc ISO wędruje na 1600. Plan standardowy – spacer od Świbna do rezerwatu Mewia Łacha wzdłuż lewego brzegu Wisły.
Pierwsze spojrzenia na rzekę dają nadzieję – ptaków jest sporo. Nie wiem od czego to zależy ale są tu takie dni że ptaków jak na lekarstwo. Dziś jest inaczej. Idę ścieżką i staram się pstrykać co jest w oddali z nadzieją że to coś nowego. To miejsce jest 'magiczne’ – w połowie sierpnia jest tu już dużo gatunków ptaków i można trafić coś ciekawego.
Teraz kręcą się nad Wisłą czaple, różne mewy i rybitwy, masa kaczek oraz jaskółek. Co chwila od brzegu odrywają się brodźce piskliwe – jest ich tu bardzo dużo.
Po kilku minutach spaceru spotykam kogoś ze znajomej rodziny bobrów które tu mieszkają. Zawsze tu jakiegoś widzę. Siadam więc na karimacie i czekam aż się wynurzy. Po kilku minutach mam już jakieś zdjęcia ale bóbr nie chce podpłynąć bliżej. Zbieram się więc i powoli idę dalej.
Próbuje fotografować latające nad rzeką kormorany – to piękne ptaki. Mają niesamowite oczy. Ale o dobry kadr ciężko – zwykle za późno je zauważam. I jest pod światło – słońce jest z drugiej strony Wisły. Trzeba by z zasiadki. Myślę sobie – kiedyś muszę gdzieś się zaczaić i poświęcić im więcej czasu.
Jak wspominałem kręci się tu dziś dużo kaczek. Krzyżówki, czernice, gągoły, cyraneczki regularnie przelatują nad rzeką. Do tego jak zwykle duża ilość traczy nurogęsi. Kuliki też widuje tu regularnie. Dziś udaje mi się zrobić im kilkanaście kadrów kiedy lecą nad lustrem rzeki.
Zrywające się z brzegu brodźce piskliwe oraz krwawodzioby są moim fotograficznym priorytetem ale słabe światło i długie czasy nie ułatwiają zrobienia dobrego zdjęcia.
Po kolejnych dwóch godzinach wolnego spaceru zbliżam się do kamieni wystających z wody już niedaleko betonowego brzegu rzeki przy rezerwacie. Na tym betonie zawsze można liczyć na jakieś siewki. Tak jest i dziś. Biegusy zmienne, krwawodzioby, biegusy, piskliwce siedzą na długości całego betonu pomiędzy wszechobecnymi krzyżówkami. Łazi tu tego tałatajstwa w cholerę. Kładę na betonie karimatę, siadam i czekam aż coś podejdzie bliżej. To najlepsza metoda na dobre foty.
Po ogarnięciu fotek w domu okazało się że na betonie wśród brodźców, biegusów i krwawodziobów siedziały dwa Kamuszniki (Arenaria interpres), więc wpadł mi kolejny gatunek (!!!) do kolekcji.
I to jest magia tego miejsca 😉 .
Po chwili zaczyna w moja stronę dreptać biegus rdzawy któremu robię kilkadziesiąt zdjęć. Tylko ten cholerny brak światła. Większość fotek jest nieostrych ale kilka kadrów jest całkiem ok. Ptak cały czas powoli się zbliża. Pomimo braku (na mnie) siatki maskującej podchodzi całkiem blisko. Zawsze dla lepszych zdjęć lepiej usiąść i poczekać.
Po betonce kręci się zaobrączkowany krwawodziób w towarzystwie brodźca zmiennego oraz wspomnianego wcześniej rdzawego. Robię tej trójce kolejne kilkadziesiąt zdjęć uzyskując dość ciekawe kadry.
Powyższy składak dwóch zdjęć pokazuje MOC ZASIADKI. Nawet bez maskowania. Obydwa zdjęcia (1 i 2) są to PEŁNE KADRY tego samego ptaka, zrobione dokładnie z tego samego miejsca szkłem stałoogniskowym (nie zoomem!!) w odstępie może 12 minut. Po prostu siedziałem i robiłem fotki a ptak powoli szedł w moją stronę żerując.
Staram się też cały czas robić zdjęcia przelatującym mewom i rybitwom. Może jakiś fajny kadr wpadnie. W pewnym momencie zza drzew rosnących za mną wyskoczyła jak rakieta kukułka! Zanim się zorientowałem to zdążyłem jej zrobić jedną serię zdjęć (4 sztuki) i tyle ją widzieli 🙂 .
Po około 45 minutach siedzenia idę na wieżę widokową. Tam standardowa drzemka na siedząco na karimacie (chociaż 20 minut bo jest już po 11-tej rano), potem energetyk + baton proteinowy. Postanawiam też standardowo zostać na wieży jakieś 30 minut i pofocić przelatujące tu regularne ptaki. Przelatuje praktycznie coś non stop. Kormorany, rybitwy, mewy oraz różne kaczki. Trafiają się też kuliki. Szkoda tylko że prawie wszystko daleko – bez szans na sensowną fotę.
Nie odpuszczam też wylegującym się na niewielkiej wysepce w oddali fokom i robię kilka zdjęć.
Około godziny 12-tej zaczynam wracać w kierunku Świbna. Pogoda się poprawia – wychodzi słońce. Szkoda że tak późno ;(. Wracając cykam jeszcze troche fotek ptakom przelatującym nad rzeką.
Na długim odcinku brzegu Wisły od portu w Świbnie do jej ujścia rośnie nawłoć. Obecnie kwitnie więc kręci się tam sporo owadów a w tym motyli. Poświęcam im pół godziny robiąc ponad sto pięćdziesiąt zdjęć kilku gatunkom.
Jest godzina 13.45 i idę już do auta. Na karcie mam ponad 1100 zdjęć i jestem naprawdę zadowolony z tego wypadu. Czas już wrócić 'na kwaterę’ i odespać bo ledwie powłóczę nogami.