CZATOWNIA PRZY KARMNIKU W ZIMIE 2024-25

        Kiedy kończyłem powoli fotograficzny sezon karmnikowy 2022/23, gdzieś w lutym, zacząłem się rozglądać za inną miejscówką. Obecna była w porządku lecz umiejscowienie karmnika w lesie powodowało ograniczoną ilość gatunków ptactwa która go odwiedzała. Pomyślałem, że fajnie by było aby pojawiały się w nim jeszcze jakieś ziarnojady więc las mnie ograniczał. Dodatkowo las w którym obecnie miałem karmnik był często odwiedzany przez spacerowiczów. Moje łażenie po nim w stroju maskującym z wiaderkiem powodowało zainteresowanie ludzi (pytania) a to zawsze źle. Ludziom dziś wszystko przeszkadza a wiem że są tacy którzy potrafią zniszczyć czatownie. Wielu fotografów przyrody się o tym przekonało. Zmiana miejsca była więc konieczna.
           Pora na szukanie była odpowiednia bo warunki oświetleniowe (kierunek padania światła) oraz brak liści pomagał mi znaleźć odpowiednie miejsce.
           Z pomocą oczywiście przyszły mapy Google. Miejscówka musiała być na bardziej otwartym lecz dzikim terenie i po drodze z pracy aby nie tracić czasu na podsypywanie. Czyli musiał być na terenie Poznania. W kolejną sobotę po kilkugodzinnym szwendaniu się udało mi się znaleźć ciekawe miejsce przy ogrodzeniu ogródków działkowych. Ale na terenie podmokłym i bardzo dziko zarośniętym. Niedostępność przez błoto i wodę gwarantowały mi brak zainteresowania ludzi (wyglądało na to że w ogóle nikt tam nie chodzi). Co prawda widziałem że jest tam masa dzików (sądząc po śladach) ale to norma i na to nic nie mogłem poradzić. Auto mogłem zaparkować kilkaset metrów obok więc też bez tragedii. Porobiłem kilka screen’ów z map google’a i kilka zdjęć żeby później zorientować się gdzie to jest.

Teraz temat musiał czekać do jesieni.

Pierwsze zdjęcie nowej miejscówki.

          Przeleciała wiosna i lato więc w listopadzie pojawiłem się tam ponownie. Na początku krótkie oględziny miejsca i decyzja gdzie dokładnie będzie stała i w jakim kierunku będzie skierowana czatownia. Trzeba wziąć poprawkę na światło w odpowiednich godzinach oraz miejsce na sam karmik. Nie może być on zbyt odległy od belki do fotografowania. No i całość MUSI być przy krzewach/drzewach aby zapewnić drobnicy poczucie bezpieczeństwa. Ale jednocześnie nie może być zbyt ciemno.

        Biorę sobie urlop w pracy na środę. W niedzielę jadę do swojego terenowego 'składziku’ materiałów. Biorę paletę na podstawę, sporo desek i płyty pilśniowej. Moja Octavia znowu robi za ciężarówkę. Już przyzwyczajona 🙂 . Z piwnicy biorę deski, listewki, no i sam karmnik. Im wcześniej zacznę sypać tym szybciej zacznie się ruch. W środę rano ogarniam dzieciaki do szkoły. Sam po trzech kursach z domu do auta wreszcie z jedzeniem i herbatą w reklamówce siadam i jadę.
Pogoda pod psem – siąpi deszcz i jest buro. Dojazd pod koniec jest dość kiepski bo droga gruntowa i dziury straszne. Trzeba jechać powoli. Co zrobić.
         Na początek ponad 1,5h kursowania od auta do miejsca budowy żeby wszystko zanieść. Paleta, deski, listewki, płyty pilśniowe i meblowe, folia, wkrętarka, jedzenie i plecak z narzędziami. Cały czas siąpi deszcz. Jest +2 stopnie ale ze mnie leje się pot. Zaczynam planować gdzie będzie stała czatownia – równam grunt i usuwam co przeszkadza. Nie tnę nic świeżego (!!!) tylko staram się odgarnąć na boki i wiązać sznurkiem. Po co niszczyć!? Czatownię stawiam w rozgałęzieniu leżącego konaru. Na wiosnę zarośnie i liście zamaskują konstrukcję. Ustawiam paletę i wbijam 'naokoło’ podstawy słupów – 6 sztuk. Do nich przykręcam deski stanowiące podporę konstrukcji. Zwracam uwagę by nie dotykały podłoża – dłużej postoją a planuję konstrukcję na chociaż 3 lata.

Wreszcie całość rzeczy przyniesiona z auta na miejsce.
Główne deski boczne konstrukcji montuje do podstaw.

         Do tego montuję 'kratownice’ z desek – wszystko z odzysku z pracy. Używam wkrętów (typu PFS) i wkrętarki. Podstawa w postaci palety może nie jest za duża i miejsca w środku będzie dość mało ale wystarczająco. W końcu to foto czatownia a nie hotel Sobieski. Listewki 'dachowe’ montuje pamiętając o sporym skosie w tył i na bok aby woda łatwo spływała. Mocuję na górę krzyżowo dwie łączone z kawałków listewki (chcę wykorzystać każdy odpad).

Główny szkielet konstrukcji z desek.

          Czas na posiłek bo minęło już 4 godziny – wcinam chleb z kiełbasą i popijam gorącą herbatą. Kiedy się siedzi na zwalonym drzewie w terenie i patrzy na efekt własnej pracy takie jedzenie smakuje naprawdę wyśmienicie.

Najlepsze jedzenie w teren.

        Całość obijam kawałkami płyty pilśniowej. Następnie trzy warstwy foli z kawałków (takich 2×2 metry) odzyskanych z pracy. Oczywiście mocuje folię zszywkami przy pomocy takera do konstrukcji. W takich momentach można docenić człowieka który wymyślił takera! Coś wspaniałego jakie ułatwienie.

Ogólny zarys budy - pierwsze dwie warstwy folii na pilśni.

           Na to idzie właściwa folia budowlana – nowa bez jakichkolwiek uszkodzeń. Dwie warstwy. Mocuje ją też przy pomocy takera i całość delikatnie psikam różnymi kolorami sprayu (zielony, brązowy i szary) aby buda lepiej się zlała z tłem. Lekko pada ale trudno – coś tam się zabarwi.

           Kończę mając całą bryłę zrobioną. Bez wejścia i okienek ale to już robota na drugi dzień. Montuję jeszcze karmnik na drzewie i sypę karmę. Niech jedzą i przylatują.
Zanim posprzątałem graty i zniosłem do auta wszystko (łącznie z drewnem które zostało) było po 16-tej i było już mocno ciemno. Na dziś starczy.

Czatownia po pierwszym dniu pracy.
Karmnik. 5l butla z różnymi ziarnami i dużą ilością słonecznika.

           Wracam na plac budowy trzy dni później w sobotę, około 9.30 rano. Buda stoi i nie widać aby ktoś się nią interesował.
Po przyniesieniu całego 'majdanu gratów’ biorę się do pracy. Rozcinam filię z tyłu z jednej strony na 3/4 wysokości od dołu. To będzie wejście. Takerem montuje końcówki bocznej folii do konstrukcji. Sama luźną folie (tworząca drzwi) ‘łapę’ zszywaczem w kilkunastu miejscach żeby wszystkie warstwy były razem i tworzyły jedną 'płachtę’.

          Dwie luźne deski łączę w kątownik 50×25 cm. Owijam to folią aby zabezpieczyć przed wilgocią. Potem montuje do odciętej foli przy pomocy takera. Powstaje coś w rodzaju uchwytu do drzwi – jednocześnie na tyle ciężkiego aby zasłaniać wnętrze konstrukcji przed widokiem i wiatrem.

Mój patent na zamykane 'drzwi' - kątownik z dwóch desek w rogu.

         Następnie idę do auta po plecak z aparatem, statyw i moje siedzisko wędkarsko/terenowe. Kiedy mam to wszystko przeniesione to rozcinam folie od przodu. Ustawiam w środku siedzenie i statyw z aparatem tak aby dobrze i wygodnie mi się fotografowało. Zaznaczam sobie na jakiej wysokości musi być głowica do montowania aparatu.

(To jest bardzo ważne bo zeszłego roku /w poprzedniej czatowni/ ustawiłem wysokość montażu głowicy 'na oko’. Po czym kiedy wszystko było gotowe, po założeniu aparatu na głowicę okazało się że aparat jest za wysoko o jakieś 5 cm! I musiałem dokładać na podłogę deski i płyty osb żeby podnieść wysokość siedzenia. Z doświadczenia wiem, że wyciąganie szyi do wizjera żeby coś widzieć gwarantuje szybki ból pleców. Jak już się siedzi kilka godzin w zimnie to musi być jak najwygodniej.)

Chwilę przed wstępną przymiarką wysokości mocowania stelaża głowicy.

          Z przodu wbijam dwie długie deski w ziemie. Staram się wbić je jak najgłębiej aby były najbardziej sztywne. Okazuje się że jedna jest za krótka i muszę łączyć w górę z innych. Na odpowiedniej wysokości (zaznaczonej wcześniej) montuje poprzeczkę z mocowaniem głowicy. Z przodu wbijam w odpowiednim miejscu kolejne dwie deski ułożone poprzecznie do dwóch pierwszych. Robię coś w rodzaju zastrzałów aby dodatkowo usztywnić miejsce mocowania głowicy.
         Całość MUSI być niezależna od budy (nie dotykać jej) aby nie przenosić drgań konstrukcji w czasie wiatru.

Gotowy stelaż pod głowicę.

        Jednocześnie biorę poprawkę na to by móc zrobić drugie wyjście na szkło na dole. Pierwszy raz mam na tyle czysto i równo przed budą że mogę pomyśleć o fotografowaniu ptaków na ziemi. Może przyleci kos, czyże czy zięby – te niechętnie siadają na belce. Konstrukcję górną do głowicy zamontowałem tak aby mieć miejsce na szkło w środku zaraz nad podłogą i żeby mi nic nie przeszkadzało.
          Deski z konstrukcji pod głowicę owijam folią przed wilgocią. Mocuje siatkę w oknie. Mocuje ją od góry w dół przypinając zszywkami do konstrukcji. Następnie drugą warstwą wracam do góry ale zostawiam sobie 3 cm pojedynczej siatki od góry. Po to aby móc spojrzeć przez jedną warstwę co się dzieje przed czatownią (dwie warstwy są za gęste i nic nie widać). To samo robię z siatką na dole. Gdzie się da kładę z boków płytę pilśniową (żeby nie wiało) a całość pokrywam folią i maluje. Siatkę rozetnę nożyczkami (na obiektyw) 'w krzyż’ kiedy będę pierwszy raz fotografował.

Czatownia gotowa - rozciąć otwór na obiektyw i można robić zdjęcia.

         Z okolicy zbieram jakieś patyki i opieram o czatownię. Wrzucam też trochę suchej trzciny na dach  aby zwisała po bokach – zawsze to trochę ‘złamie’ i zamaskuje prostokąt sylwetki budy z większej odległości. Nikt się wtedy nie zainteresuje – „A co to tam stoi??”

Zanoszę graty do samochodu a sam z piłką do drewna zaczym łazić po okolicznych krzakach za słupkami i belką.

         Przeglądam wszystkie kłębowiska martwych drzew i leżące grubsze belki. Tragedia. O ile odpowiednie słupki z rozgałęzieniem znalazłem w miarę szybko to znalezienie jakiejś sensownej porzeczki graniczy tu z cudem. To nie las. Naokoło tylko zarośla wierzbowe i olszyny. Po 2 godzinach łażenia odpuszczam. Zrobiło się późno i muszę wracać do domu.

          Dwa dni później biorę wolne z pracy i rano wracam pod czatownię. Zły że nie wziąłem OD RAZU trzech dni wolnego i nie ogarnąłem wszystkiego na raz. Zaczynam rano od poszukiwania poprzeczki. W końcu znajduję stary kawałek olszyny – niezbyt ciekawy (fajnie skręcony) ale dostatecznie gruby. Nadaje się.  Musi być gruby aby schować 'za nim’ jedzenie ptasie do 'nęcenia’ modeli. Biorę go.

Komplecik - podpórki + belka.

           Szpadel z auta w dłoń, idę pod czatownię i zaczynam kopać dołki na słupki. Kopie jak najgłębiej się da ale po 70 cm mam już wodę i nie ma sensu kopać głębiej. Stawiam słupki, stabilizuję ubijając ziemię nogami i trzonkiem siekiery, kładę poprzeczkę. Sprawdzam czy będzie odpowiednia wysokość w stosunku do obiektywu. Całość łącze drutem aby się trzymało.

I belka do fotografowania stoi.

           Potem montuję na belce ‘nęcidła’ czyli miseczki na ziarno, drucik na słoninę, i gwoździki na jabłko i kule tłuszczowe.

Stołówka "Na drewnianej belce" otwarta 🙂

            Muszę przyciąć sekatorem kilka gałązek drzewa nad belką bo włażą mi w kadr. Trudno. Nad belką i tak jest ich sporo więc ptaki będą miały skąd zrobić „hop do stołówki”. Standardowo w środku zamocowałem kartkę z informacją co to za obiekt dla jakiegoś zabłąkanego 'ludzia’. Może jak przeczytają to nie zniszczą? Mam sporo złych wspomnień jeżeli chodzi o konstrukcje w terenie (komuś one przeszkadzają ??!).

Informacja dla 'zabłąkanych' co to za obiekt.

           Przy pierwszej przymiarce aparatu okazało się że postawiłem belkę za blisko. Sęk w tym że dalej wyszedłbym z nią spod drzewa a czatowni już cofnąć się nie dało. Będę musiał robić zdjęcia na 400 mm i tyle. Przynajmniej będzie jaśniej na przysłonie.

Aparat zamonotowany na głowicy. Jeszcze tylko wężyk spustowy i można robić zdjęcia.

         Po kilkukrotnym podjechaniu w celu podsypania jedzenia zauważyłem że znikają mi całe kule tłuszczowe (te w siatce). Po jakimś czasie – o czym napiszę w relacji z fotografowania z budy – okazało się że kule zżerają mi dziki. Znajdowałem tylko na ziemi wyplute puste siatki. Nic nie mogłem na to poradzić.

        W ścianach czatowni wylądowały trzy wkręty typu „hak prosty” abym mógł powiesić sobie plecak i reklamówkę z jedzeniem na ścianie. Wtedy można co jakiś czas wstać  (na ile pozwala wysokość) i zrobić kilka przysiadów aby rozprostować zdrętwiałe od bezruchu kończyny.

Aparat gotowy do fotografowania 'na ziemi'. Niestety dwie karimaty i koc konieczny bo ciągnie.

          Okazało się że (jak przewidywałem) ciągnie mi zimno po nogach przez dolny otwór (ten do fotografowania na ziemi). Kawałek pleksy, dwa wkręty, otwory w płycie i zasłonka gotowa. Łatwa do zdjęcia kiedy będę chciał pofotografować z ziemi.

Dolny otwór zastawiony żeby nie wiało po nogach.

           Czatownia spełniła swoją rolę. Zimą 2023/24 zrobiłem z niej podczas 11-tu zasiadek 9580 zdjęć. Kilkaset  jest według mnie bardzo dobrych. Można je będzie (lub już można) zobaczyć w zakładce „Wypady fotoprzyrodnicze”.